18 września 2012

Przygody Filipka - o ząbku,balonie i liściach

Za górami, za lasami, w pewnym niezbyt dużym, ale też niezbyt małym mieście, żył sobie chłopczyk o imieniu Filip. Tata od razu jak tylko go zobaczył, powiedział - z Ciebie to będzie urwis, i tak też było.  Mały, czarnooki chłopczyk chciał wszystkiego spróbować, wszędzie wejść i wszystkiego dotknąć.

Niedziela
W piękną, wrześniową niedzielę, Filipek wraz z rodzicami i dziadkami udał się do kościoła. Bardzo podobały mu się pieśni i dźwięk organów, no ale ile można słuchać tego samego? W końcu zaczął się nudzić i szukać ciekawszego zajęcia, niestety bezskutecznie, więc zaczął krzyczeć, licząc na to, że któryś z rodziców weżnie go na ręce albo chociaż zawiezie go wózkiem w inne miejsce. Po chwili był już z tatą przy pięknych drzewkach, które bardzo lubił obserwować.
Akurat w ten dzień odbywał się odpust i wokół kościoła rozstawione były stragany z kolorowymi zabawkami, pachnącymi ciasteczkami i.... z tym co Filipek lubił najbardziej -z dużymi balonami.
Filipek tak się ucieszył z tego widoku, że nie było wyjścia i rodzice musieli zakupić dmuchanego bolida,który odtąd, przyczepiony do ramy wózka, dumnie unosił się w powietrzu. W międzyczasie maluszek zgłodniał, wypił mleczko i... zasnął.Kiedy się obudził, ku swojemu wielkiemu zdziwieniu, był już w innym miejscu. Otóż rodzinka jego najbliższa właśnie wybrała się no obiad do pobliskiej restauracji, gdzie dołączyła do nich jeszcze ciocia i ukochana kuzynka Maja. Wszyscy czekali na zamówienie a Filipek się już niecierpliwił, też chciał usiąść przy stole,no i oczywiście wszystkiego podotykać i coś tam spróbować, bo  - dlaczego wszyscy coś jedzą, a ja jeden nie-pomyślał. Za chwilę wylądował na kolankach mamusi i  szybciutko złapał, na szczęście pusty talerz, mama wykazała się tu wielkim refleksem, bo nie wiadomo jakim cudem, udało się jej złapać porcelanowy talerz szybko zmierzający w stronę podłogi. Po tych wielkich wrażeniach udał się razem z mama spacerkiem do drugich dziadków, gdzie skosztował troszkę ciasta i pogardził marchewką.
Do wielkich przeżyć niedzieli trzeba jeszcze dopisać pojawienie się pierwszego śladu przyszłego uzębienia. Mama, zauważyła u uśmiechniętego Filipka, przebijającą się górną jedynkę. Synuś jednak zaszczycił tym widokiem tylko mamę, później nikomu  już nie chciał się pochwalić tym,co kryje w środku :)
Po wieczornej kąpieli,jedzonku, kropelkach i syropku, zasnął zmęczony tym pięknym, aczkolwiek wyczerpującym dniem. Śniły mu się same wspaniałości.

Poniedziałek
6:00 to już stanowczo odpowiednia pora, by zacząć nowy dzień i nową przygodę.
Po porannym zwiedzaniu mieszkania i odkrywaniu na nowo różnych zakamarków, przyszła pora na spacer. A maluch na spacerze jak to na malucha przystało nie chce wcale spać, przecież wokoło jest tyle rozmaitych cudów: a to jakieś dziwne małe stworzonka, chodzące na małych nóżkach i unoszące się w powietrzu, kiedy się do nich zbliża, a to jakiś czworonożny i śliniący się futrzak, a to jakieś szeleszczące i takie fajne w dotyku liście.
O tak, pierwsze spotkanie naszego małego bohatera z suchymi liśćmi, było niesłychanie ciekawe i obfitujące w doznania zmysłowe. Bo liście można miąć w rękach, kruszyć, wkładać do buzi (omg!), obsypać się nimi-czyli wszystko to, co tygryski lubią najbardziej.
Szkoda tylko, że później tak długo trzeba wszystko po tym bliskim spotkaniu z liśćmi sprzątać.
Po dniu pełnym przygód i wrażeń, malutki Filipek zasnął wcześniej niż zwykle.

 sa sa sa sa sa
Filipek i liście

 Mam balonik
 :)


O, a co tu jest ciekawego?


10 komentarzy:

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...