I to nie jeden raz.Myślę, że jajo mogło mieć już dość mojego absorbującego syna,który co dwie minuty podbiegał, by się przywitać.
Ale cóż, jemu nigdy nie jest mało, a zabawy nigdy dość!
To samo było z układaniem zabawkowego autka w rozmiarze XXL :)
Na szczęście samochodem przejechał się tylko raz.
Potańczył, porysował, poskakał do kulkowego basenu - to był dla niego istny raj.
Tylko nie wiem czemu po powrocie do domu, jajko niespodziankę pomieszał ze Św. Mikołajem. Czyżby ta czerwień go zmyliła?
Tak wyglądały nasze Walentynki.
Tata daleko, a ja i Filip w krainie jajka!